... to bardzo lubiany przeze mnie projekt. Już nie pamiętam ile wydziergałam chust i szali przy wykorzystaniu ściegu kropel, na pewno bardzo dużo, ale pomimo tego w połowie wakacji obudziła się we mnie chęć, by opracować wersję na poncho.
Chwyciłam wtedy jakąś bawełnę, wykonałam próbkę, po czym odłożyłam ją na "później" i zajęłam się innymi projektami. I nagle w zeszłą sobotę, gdy zakończyłam wolno posuwającą się przez kilka tygodni pracę nad rudym poncho (TYM - klik), pomyślałam sobie, że mam ochotę na wydzierganie czegoś szybkiego. Wyruszyłam na rekonesans do moich zapasów włóczek i wydobyłam z nich stugramową resztkę nieprodukowanej już włóczki Verdi Drops. Pamiętam, że przed laty kupiłam jeden motek, a miał on wagę 350 g i zawierał w sobie aż 1225 m przędzy. Włóczka ta miała w składzie 48% akrylu, 20% wełny, 17% poliestru i 15% moheru. Skład nie jest zbyt urzekający, ale za to kolorystyka owszem. Z tego wielkiego motasa wykonałam w sumie do tej pory 3 chusty, w tym jedna to właśnie Krople na pajęczynie - klik.
Wspomniana chusta nadal jest przeze mnie noszona i bardzo lubiana właśnie za kolorystykę, lekkość i ciepło, które daje po narzuceniu na ramiona. Długo się nie zastanawiałam, wyciągnęłam próbkę i notatki z wakacji, przypomniałam sobie "co i jak" i na podstawie powyższej chusty wyliczyłam ile nabrać oczek, po czym narzuciłam je na te same druty (9 mm) i w ciągu zaledwie kilku godzin wydziergałam poncho.







