Szukaj na tym blogu

wtorek, 12 marca 2019

Chusta Magdy...

... jest już dostępna. Można ją pobrać z Ravelry (KLIK) i do północy 15.03 (piątek) będzie tańsza o 20%. Nie trzeba wpisywać kodu, rabat naliczy się automatycznie.

Gdy rok temu moja koleżanka Magda przyniosła mi 3 worki resztkowych włóczek z prośbą, by coś z nich wydziergać, to jednym z pierwszych pomysłów było wykonanie warkoczowej czapki i chusty. Dałam wtedy Magdzie wolną rękę w wymyślaniu konstrukcji chusty, a sama zajęłam się konfrontowaniem rezultatu tych przemyśleń z rzeczywistością, a potem jego realizacją (klik).

Przez cały rok pierwotny pomysł ewaluował w wersję dwukolorową i bardziej zwiewną. Odbiega ona od pierwowzoru, ale tak czy inaczej, inspiracja pochodzi od koleżanki, więc nazwa chusty mogła być tylko jedna: Maggie's Shawl.

W przeciągu ostatnich tygodni wykonałam 4 wersje z włóczek firmy Drops o podanej we wzorze grubości oraz przy użyciu drutów 4,5 mm.

1. Chusta główna, w oparciu o którą powstał opis. Pisałam już o niej TUTAJ. Powstała ona z włóczek PUNA (kol. 02) i ALPACA (kol. 2020).



2. Wersja druga powstała z włóczek PUNA (kol. 07) i DELIGHT (kol. 07).





3. Kolejna wersja powstała z MERINO EXTRA FINE (kol. 02) i BABY MERINO w pięknym głębokim odcieniu czerwieni, której aparat niestety nie uchwycił (kol. 16).





4. Kolejna wersja powstała z włóczek PUNA (kol. 06) i ALPACA (kol. 6309) w celu sprawdzenia czy aby nie było pomyłki z próbką. I nie było. Włóczki wystarczyło na styk.





Meggie's Shawl była testowana przez dwie dziewiarki: Ewę i Bożenę. W wyniku naszej współpracy powstały 3 kolejne piękne chusty. Drogie Panie - bardzo Wam dziękuję!

5. Wersja Ewy - wykonana z włóczek PUNA (kol. 07) i ALPACA (kol. 6347) przy użyciu drutów 4,5 mm i zastosowaniu ściegu francuskiego z przekręconych oczek, co dało bardzo ciekawą fakturę tła, ale trochę zwiększyło zużycie włóczki.




6. Wersja nr 1 Bożeny - wykonana z włóczek PUNA (kol. 15) i DELIGHT (kol. 09), druty 4,5 mm.






7. Wersja nr 2 Bożeny - również wykonana z włóczek PUNA (kol. 11) i DELIGHT (kol. 18)




Powiem Wam, że bardzo lubię oglądać różne wersje jednego projektu i to właśnie mnie urzekło w Ravelry x lat temu. Teraz gdy oglądam zdjęcia tych siedmiu odsłon Maggie's Shawl, to uśmiecham się od ucha do ucha. Żałuję, że nie ma tych wersji więcej, ale jednocześnie pragnę zapowiedzieć, że to nie koniec. Właśnie powstaje kolejny, tym razem grubszy wariant. Jestem bardzo ciekawa efektu końcowego, a że dzierga się łatwo i przyjemnie, to pewnie niebawem i Wy go zobaczycie.

Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego dziergania!


środa, 6 marca 2019

Życie toczy się dalej...

... chociaż nie będzie już takie samo. Dziękuję Wam za liczne słowa współczucia pod poprzednim postem. To miłe, że jesteście, czytacie i pocieszacie.

Wróciłam do pracy, obowiązków i staram się nadrobić różne zaległości. Chcę dalej dziergać i pisać, bo to stanowi dużą część mojego życia. Chciałabym pokazać Wam dzisiaj szal, który wydziergałam jeszcze w lutym podczas ferii. 


Wzór jest autorstwa Kierana Foleya i można go kupić na ravelry (klik). Autor zaproponował wersję pasiastą, ale ja wolałam użyć włóczki cieniowanej i taka wersja podoba mi się najbardziej.

 


Szal jest spory, ma 170 cm długości i 50 cm szerokości. Waży 180 g.

Włóczka DELIGHT Drops (kol. 13 - 4 motki),
druty 4 mm




niedziela, 3 marca 2019

Nabieram sił...

... choć ból jest jeszcze świeży... Stało się to nagle, zaledwie 6 dni temu. Moja mama dostała rozległego wylewu, a po dwóch dniach zmarła. To były najtrudniejsze chwile mojego życia, ale przetrwałam je dzięki Panu Bogu, rodzinie i przyjaciołom.

Mama miała duszę artystki, uwielbiała wszelkie prace ręczne, a kiedyś dużo szyła. To ona nauczyła mnie szydełkowania i podstaw robótek na drutach. Była wierną nosicielką moich dziergawek i rozumiała moją miłość do włóczek.

Mieszkałyśmy pod jednym dachem, widziałyśmy się codziennie... Teraz będzie mi jej bardzo brakować... Ale nabieram sił... z każdym dniem coraz więcej...


sobota, 23 lutego 2019

A to niespodzianka...

... pomyślałam sobie patrząc na powstającą chustę. Chusta jak chusta, zwyklak - można powiedzieć, ale za to włóczka...

Będąc w temacie wyrabiania zapasów, nie mogłam nie sięgnąć po wełnę, która łypała na mnie z pudła od listopada, bezlitośnie przypominając mi, że przecież kupiłam ją (w dodatku przepłacając!) w Paderborn (klik) po to, by COŚ z niej zrobić w najbliższym czasie... Problem polegał jednak na tym, że 150-gramowy motek był tylko jeden i trudno mi było wymyślić projekt na tę ilość. Nie chciałam też pochopnie dziergać czegoś, co mi się nie przyda i będę musiała komuś oddać albo będzie leżeć nieudane niczym UFOk w szafie. To przecież miała być miła pamiątka z podróży.

Pomysł przyszedł właśnie teraz, gdy zapragnęłam nauczyć się robić chustę - strzałkę. W sieci po wpisaniu hasła: "chusta strzałka" wyskakują filmiki i opisy, więc po szybkim zapoznaniu się z tematem postanowiłam wrzucić na druty jakąś cieniowaną włóczkę i przystąpić do działania.

Z tymi cieniowanymi włóczkami to nie jest taka prosta sprawa. W motku wszystkie pięknie wyglądają, ale dopiero dzierganie obnaża ich prawdziwe oblicze. Trudność w zastosowaniu takich włóczek polega na odpowiednim dobraniu ich do ściegu i wielkości dzianiny. W przypadku tej chusty wszystkie cieniowania posiadanych włóczek układałyby się najpierw w szersze, a potem węższe paski, a takiego efektu nie chciałam.

Patrząc na motek Emozione także nie można przewidzieć jak barwy będą się układać, ale na całe szczęście jest Ravelry, na którym można wyszukać konkretną włóczkę i rzeczy z niej wydziergane. Dzięki temu mogłam sobie wyobrazić jaki efekt mniej więcej otrzymam, chociaż ostatecznie przerósł on moje oczekiwania. Wraz z przyrastaniem oczek dostrzegłam jak pięknie barwy przenikają jedna w drugą. Nigdy wcześniej nie miałam w dłoniach włóczki, która by właśnie taki efekt dawała, bo zwykle przejścia kolorów w cieniowanych włóczkach są gwałtowniejsze, a tu proszę... niespodzianka.


Jestem tą włóczką zachwycona. Ma naturalny skład, jest równomiernie skręcona. Luźny skręt nie zabiera jej miękkości. Nie ma przypadkowych, irytujących supełków. Barwy przechodzą delikatnie jedna w drugą, wręcz trudno dostrzec kiedy się przeszło na inny odcień. Cudo. A jaki to efekt daje przy zawijaniu na szyi...





Jako, że użyłam ściegu francuskiego, to chusta wyszła niewielka. Ot, taki zawijaczek na szyję. Ma ona 180 cm długości i 42 cm szerokości. Zużyłam prawie cały motek, na koniec zostało mi 14 g.

Włóczka EMOZIONE Mondial (100% wełny; 150 g - 540m); kol. 745
druty 3,5 mm



piątek, 15 lutego 2019

Tak się kończy...

... dzierganie bez próbki. Czyli jak? Pruciem albo przerabianiem. Jako, że prucie zawsze mnie "boli", to czasem postanawiam mimo wszystko dokończyć dzierganą rzecz z nadzieją, że może ktoś inny ją z radością przygarnie. I tak właśnie od kilku lat jestem w posiadaniu dwóch za dużych czapek, które niestety nie znalazły dotąd właściciela. Obie były udane i żal mi było je pruć, ale dłuższe leżakowanie w tej formie nie miało już sensu, więc przedwczoraj postanowiłam je przerobić na szyjogrzeje - czyli małe, krótkie, wciągane przez głowę kominy.

Naprawdę nie wiem dlaczego wstrzymywałam się z tym aż kilka lat, bo cała operacja zajęła mi może 15 minut. Oczywiście tylko dlatego, że obie czapki były dziergane bezszwowo w okrążeniach od dołu i wystarczyło podpruć czubek i zakończyć oczka.


Zielona czapka czekała na przeróbkę dokładnie 5 lat. Tak wyglądała wcześniej (KLIK), a tak dzisiaj:



Włóczka NEPAL Katia,
druty 6 mm (ściągacz) i 7 mm.

O drugiej czapce możecie poczytać TUTAJ, a tak wygląda po przeróbce:





Włóczka ESKIMO Drops (100% wełny, kol. 46),
druty 9 mm oraz na pewno jakieś mniejsze w ściągaczu.


Na ten moment żadnych przeróbek już nie mam więcej w planach, ale korzystając z większej ilości wolnego czasu, który mam dzięki feriom, daję upust wenie i wyrabiam zapasy. 

środa, 13 lutego 2019

Dokończyłam...

... dawno rozpoczęty i porzucony bez drutów komin.

Początkowo miał to być otulacz na ramiona, ale zaczęłam go robić na zasadzie improwizacji, bez próbki. Gdy okazało się po przerobieniu kilkunastu okrążeń, że będzie za szeroki, wyciągnęłam z niego druty i zostawiłam bez prucia pośród pozostałych motków, by poczekał aż dojrzeję do prucia. 

Minęło kilkanaście miesięcy, otulacz poszedł w zapomnienie aż do teraz, kiedy to postanowiłam przyjrzeć się dokładnie posiadanym zapasom. Pośród mechatych motków dostrzegłam zapomnianego UFOka. Przyjrzałam mu się dokładnie i stwierdziłam, że nie ma sensu go pruć, bo jest świetną bazą na komin - zawijas. Intuicyjnie dopasowałam druty i w zaledwie 1,5 godzinki go dokończyłam. Prawda, że bez sensu byłoby go pruć?



Włóczka MALLOW La Passion (ok. 160 g),
druty 7 mm

wtorek, 12 lutego 2019

Jeszcze jedna...

... a nawet dwie pary mitenek zostały mi do pokazania, zanim zdam relację z testów nowej chusty. To te dwie pary, o których wspominałam ostatnio. Początkowo miałam ich nie pokazywać jeszcze, bo były niedokończone i odstawione "na lepsze czasy", ale wraz z rozpoczęciem ferii wpadłam w wir porządków i nabrałam chęci, by podokańczać rozpoczęte robótki.


Szaro-czarne mitenki wykonałam z mieszanki akrylu i wełny jako model testowy i poglądowy do tutorialu zszywania. Na mnie są za duże i otrzyma je mama.


Włóczka LANAGOLD Alize, druty 3,5 mm


Drugie musztardowo-antracytowe były modelem testowym docelowym, bo jak zobaczyłam jak fajnie się prezentuje merino, to postanowiłam wyprzeć nim zwykłą wełnę z projektu. Do wczoraj były praktycznie skończone, ale nie zszyte. Czekały "na lepsze czasy", by stać się ulepszoną podstawą tutorialu zszywania. Wczoraj podjęłam męską decyzję, że skoro opisu nie będzie, to nie ma co się cackać, tylko zszyć i zacząć nosić. Tak też zrobiłam. Te są idealne i zostaną u mnie.




Włóczka MERINO EXTRA FINE Drops, druty 3,5 mm

Przy okazji porządków posprzątałam też we włóczkach. Robię co mogę, a ich wciąż jest dużo i najgorsze jest to, że sporo z nich to pojedyncze motki. Stoją te wypchane pudła pod ścianą, tworząc swego rodzaju wzorzysty regał, którego nadal nie mam odwagi Wam pokazać, choć kto jest spostrzegawczy to w poprzednim artykule na jednym ze zdjęć może dojrzeć na jaką wysokość owe pudła sięgają.

Z jednej strony bardzo mi się podoba fakt, że gdy potrzebuję coś wydziergać, to w mojej osobistej pasmanterii zwykle mogę znaleźć potrzebną włóczkę, ale z drugiej strony ogarnia mnie bezsilność, gdy chcę z tych pojedynczych motków coś zrobić i nie mogę ich ze sobą "skomponować".

Pozostaje mi już tylko nieprzejmowanie się tym i realizowanie mniejszych lub większych projektów. Tak jak potrzeba lub wena podpowiada. I z tym Was zostawiam wracając do dziergania.