czwartek, 2 lipca 2026

Rozważania...

... sfrustrowanej dziewiarki.

Wprawdzie temperatura powietrza spadła z 36 stopni na 21, ale zdaje się, że trudności w pozowaniu do zdjęć występują nadal...

W planie na dziś miałam prezentację świeżo wyszydełkowanej chustki na głowę. Ponoć takie akcesoria są teraz bardzo modne. Wpłynęłam więc kilka dni temu w czeluść Pinteresta, by znaleźć coś ciekawego i rzeczywiście znalazłam uroczy wzór złożony ze słupków i łańcuszków (https://pin.it/7Br4Szfcr).

Wyciągnęłam z zapasów resztkę Viscozy od Kokonki - motki ombre po Perlinie w kolorze "niezapominajka" i zaczęłam szydełkować. Wzór był bardzo przyjemny w robocie, a włóczki mało, więc dość szybko uzyskałam efekt końcowy. Z 32 gramów wyszła chustka o wymiarach 72 x 30 cm, nie licząc krótkich sznureczków.

I to była ta prostsza część. Trudniej było zaprezentować chustkę na sobie...🫣 Nie wiem jeszcze czy dobrze się czuję w koronce na głowie i nie wiem czy będę ją nosić, ale myślę wzór jest ładny sam w sobie i warto było po niego sięgnąć.




Gdy teraz patrzę na te zdjęcia, to już mi mija frustracja. Zeszłoroczna Perlina nawet nieźle współgra z tą chustką 😉.

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Stała się...

... rzecz nieprawdopodobna. Zawiodła mnie intuicja! 

Zaplanowałam wykonanie ażurowej narzutki z włóczki Dolce Visco od Kokonki - motki ombre w kolorze Como / Błękit 09 na drutach 3,5 mm. Zrobiłam próbkę, wstępnie zmierzyłam, namoczyłam i rozłożyłam ją do wyschnięcia. A było to w przeddzień wyjazdu na urlop do Egeru (3 czerwca).

Wskoczyliśmy do samochodu, ruszyliśmy w trasę i mniej więcej po godzinie wyciągnęłam woreczek z robótką, by na zblokowanej próbce obliczyć oczka i zacząć mój nowy super projekt. To wtedy właśnie do mnie dotarło, że nie spakowałam próbki. Cóż było robić? Mniej więcej oszacowałem ile będę potrzebować oczek, nabrałam je na drut i radośnie dziergałam rząd za rzędem, nie zwracając zbytniej uwagi na to, że powstająca dzianina jest podejrzanie wąska. Owszem, mój wewnętrzny głos podpowiadał mi: "przerwij kobieto, spruj i zacznij jeszcze raz", ale mój drugi wewnętrzny głos (ten bardziej wrażliwy, co to go boli wszelkie prucie) silnie mnie przekonywał: "na pewno się rozciągnie, daj sobie szansę". Posłuchałam tego drugiego.

Wróciliśmy z urlopu, rzuciłam się w wir pracy zawodowej, nieukończona narzutka czekała na kolejną okazję, a ta nadarzyła się półtora tygodnia później, w trakcie wyjazdu na szkolną wycieczkę do Bremy.

Muszę przyznać, że dzierganie zbyt małej narzutki nie jest przyjemne. Czujesz, że nie będziesz jej nosić, ale chcesz ją jednak skończyć. Jednocześnie zastanawiasz się komu ją oddasz i żałujesz, że nie posłuchałaś intuicji.

Wróciłam do domu, namoczyłam ukończoną narzutkę, rozłożyłam do wyschnięcia, a po kilku godzinach nie mogłam wyjść z podziwu. Pomimo tego, że rozmiar narzutki za wiele się nie zmienił, to dziurki się "otworzyły", ścieg się wygładził, całość stała się bardziej lejąca i fajnie układa się na figurze.

Jak miło jest odkryć, że czasem lekceważenie podszeptów własnej intuicji nie jest takie złe. A może tak naprawdę mam tych intuicji więcej niż jedną? 😉







PS. Powstanie opis wykonania takiej narzutki (będą 4 rozmiary). Jeśli chcesz wziąć udział w testowaniu, to zapraszam do kontaktu. W zakładce TESTOWANIE - AKTUALNE INFORMACJE znajdziesz szczegółowe informacje na ten temat.

sobota, 27 czerwca 2026

Jest gorąco...

... baaardzo gorąco, a ja pozuję w wydzierganym przed dwoma tygodniami kardiganie 🤦🫣🥴. 

Ale przecież nie będę czekać na jesień, żeby go pokazać, prawda? Tym bardziej, że mam zasadę, że dopóki nie zamieszczę danej dziergawki w mediach, to jej nie noszę (jeszcze się poplami, pozaciąga...). No więc podjęłam decyzję o prezentacji udziergu niezależnie od temperatury powietrza.


Ten kardigan jest inny od wszystkich poprzednich. Przede wszystkim jest zszywany z części. Tak, wiem. Zdradziłam własne przekonania o tym, że najlepsze jest dzierganie bezszwowe. Uległam jednak inspiracji swetrami AC Crochets i postanowiłam zrobić swoją wersję. 





Najpierw wydziergałam tył, potem z oczek ramion nabrałam oczka na przody i dziergałam w drugą stronę. Następnie zszyłam boki. Z otworów na ręce nabrałam oczka na rękawy i dziergałam je w okrążeniach. Zużyłam całe pół kilo włóczki Daisy Drops w kolorze czarnym, ale nie starczyło mi jej już na mankiety, więc do ich wykonania użyłam Merino Extra Fine Drops z domowych zapasów. I to wszystko na drutach 4 mm.




Powiem szczerze, że podoba mi się ta wersja ze szwami. Mam wrażenie, że stabilizuje całą formę. Nadal jednak nie lubię zszywania, więc jeszcze nie wiem jak zrobię kolejny kardigan, bo że go zrobię to już wiem na pewno. I stanie się to niezależnie od pory roku 😄.