Szukaj na tym blogu

sobota, 9 grudnia 2017

Ciasto malinowe...

... taką nazwę nosi kolor włóczki, z której zrobiłam nową chustę.


Chustę wydziergałam metodą Entrelac (według wskazówek STĄD). Bardzo mi się ta technika podoba, ponieważ w ciekawy sposób eksponuje kolorystykę cieniowanych włóczek.





Chusta tuż po zdjęciu z drutów była gruba, mięsista i niezbyt duża, ale po namoczeniu w Eucalanie i leżakowaniu w pozycji przyszpilowanej nabrała rozmiaru, a oczka się wyrównały i odpowiednio naciągnęły. Obecny rozmiar to 90 cm x 210 cm.

Włóczka BIG DELIGHT Drops (kol. 14 - 300 g),
druty 5 mm

wtorek, 28 listopada 2017

Nie wiem jak to się stało...

... chyba terapia odstresowująca przyniosła skutek. Wypoczęłam przez weekend i zrobiłam w sumie 4 czapki. Pierwszą - beżową pokazywałam ostatnio. Wprawiła mnie ona w tak dobry humor, że praktycznie od razu narzuciłam oczka na kolejne 3.



Bazą wzoru jest TA czapka. Mam ją do dzisiaj i jest ona moją ulubioną z dwóch powodów. Po pierwsze lubię jej fason, a po drugie bardzo lubię włóczkę, z której jest zrobiona. Ta naturalna wełna z owcy i alpaki daje przyjemne ciepło i nie elektryzuje włosów.

Z czasem powstało jeszcze kilka czapek o podobnym fasonie, ale różnych ściegach i kolorach (zobacz TUTAJ i TUTAJ).

Jako pierwsza z tych trzech powstała czapka czerwona.



Włóczka ANDES Drops (kol. 3620),
druty 6,5 mm oraz 5,5 mm (ściągacz)


Kolejna czapka powstała z długo leżakującego już motka limitowanej "Drops Love You 2". Ciekawa mieszanka 50% alpaki, 40% wełny i 10% lnu dodaje czapce szlachetności, delikatnego błysku i puszystości.



Włóczka DROPS LOVE YOU 2,
druty 6,5 mm oraz 5,5 mm (ściągacz)


Ostatnia czapka powstała również z Andesa, ale w kolorze granatowym. Ilość oczek ta sama, tylko ścieg trochę inny.



Włóczka ANDES Drops (kol. 6990),
druty 6,5 mm oraz 5,5 mm

Na każdą z tych czapek poszło ok. 100 g włóczki. Rozmiar to mniej więcej 48 - 60 cm w obwodzie i 25 cm długości. Zdjęcia były robione na świeżo, przed praniem. Po praniu lub raczej delikatnym namaczaniu czapki zyskają na wyglądzie, oczka się wygładzą i wyrównają.





sobota, 25 listopada 2017

Terapia odstresowująca...

...bardzo by mi się przydała. Obecnie jestem przeciążona pracą. Nawet jak odpoczywam, to gdzieś tam z tyłu głowy pojawiają mi się myśli o tym, co jeszcze muszę zrobić. W sumie to nie chcę zarzucać Was swoim narzekaniem i stękaniem, więc przejdę do rzeczy. Wczoraj postanowiłam rozpocząć terapię odstresowującą i jednocześnie relaksującą mnie. Od dawna wiem, że w moim przypadku najbardziej relaksujące jest dzierganie rzeczy, na które mam ochotę. Kiedy nie muszę się spieszyć i martwić o to, czy efekt będzie się komuś innemu podobać.

Kiedyś napisałam, że najbliższe memu sercu są czapki. Może dlatego, że szybko się je dzierga i efekt końcowy widoczny jest czasem nawet po 2 godzinach. W dodatku na czapkę nie potrzeba zbyt wiele włóczki, więc można też pozbyć się trochę zapasów. Nawet jak coś nie wyjdzie, to prucie nie sprawia dużego bólu. Dużo plusów. Dlatego terapia odstresowująca będzie tym razem terapią czapkową.

Dziś powstała pierwsza czapka w ramach terapii. Zrobiłam ją dla znajomej. Nie wiem czy się jej spodoba, ale najwyżej zrobię drugą...


Użyłam włóczki, która ma w składzie akryl, alpakę i wełnę. Jest bardzo ciepła. Dziergałam podwójną włóczką, ponieważ wzorowałam się na innej, grubej czapce. Wzór miał dodawać trochę obszerności optycznej i składać się z oczek prawych i lewych.



Podoba mi się efekt. Zwłaszcza, że humor mi się poprawił i sama się do siebie uśmiecham, bo pisząc to, widzę kątem oka pudło z włóczkami, z których powstaną kolejne czapki...


Włóczka FREESIA La Passion (kol. 010),
druty 7 mm oraz 4,5 mm (ściągacz)



piątek, 24 listopada 2017

Pomiędzy...

... pracą a snem powstawały te rękawki. W sumie tylko 3 godziny dziergania, ale mocno rozciągnięte w czasie.


Rękawki występują tutaj w roli przedłużenia rękawów płaszcza. Celem tej części jest dodatkowe ogrzewanie przedramion, nadgarstków i dłoni. Całość będzie doczepiana za pomocą guzików.

Włóczka skarpetkowa z zapasów (przerabiana podwójnie),
druty 2,75 mm
 


niedziela, 19 listopada 2017

Jakoś tak...

... wychodzi, że ostatnio powtarzam się z projektami. Poprzednio był Koc nr 3, a teraz pokażę Wam trzecią odsłonę chusty Yes Yes. Wzór jest darmowy i można go pobrać z Ravelry

Nie planowałam tej chusty. Po prostu jedną z poprzednich wersji nosi moja mama (zobacz ją TUTAJ) i jedna z jej koleżanek poprosiła mnie o podobną. Z braku czasu i odpowiedniej włóczki początkowo odmówiłam realizacji zamówienia, ale w końcu uległam prośbom. Tym bardziej, że kolorystyka nie była aż tak bardzo istotna, a przeszukując zapasy natrafiłam na zalegające i jednocześnie pasujące do tego projektu kłębki. Nie miałam wystarczającej ilości, więc mieszałam ze sobą trzy różne kolorystyki. Wyszło coś barwnego i oryginalnego.








Włóczka bliżej nieznana, ale na pewno z rodziny ANGORA Alize
oraz DIAMENT Opus Natura,
szydełko 4,5 mm





środa, 8 listopada 2017

Koc numer 3...

... w odcieniach chłodnych beżów, brązów i bieli wydziergałam sobie ostatnio z zalegających od dawna motków. Tym razem nie robiłam serialu o ściegach, głównie z braku czasu, ale mam dokładne notatki i może kiedyś je udostępnię.

Zasada tworzenia była taka sama jak przy poprzednich narzutach i kocach (czerwona narzuta, turkusowy pled, brązowy koc). Każdy kwadrat został wykonany innym ściegiem, bez ażurów.


Kwadraty zszyłam tak, by koc wyglądał dobrze po obu stronach. Szwy są ozdobne i lubię widzieć ten pochód warkoczyków na prawej stronie koca, choć druga strona też może być tą "prawą".



Kwadratów jest 40, ale tym razem są mniejsze. Moim zdaniem tak jest lepiej wizualnie i w trakcie dziergania szybciej się wszystko zmienia. Jest przez to ciekawiej. Samo zszywanie nie sprawiało mi już trudności. Nabrałam wprawy. Koc ma wymiary 120 x 180 cm i waży ok. 1,7 kg.




Ostatnio w Kauflandzie znów były włóczki i nie pozostałam im obojętna. Wprawdzie były to akryle, ale niezłej jakości i myślę, że na koce i narzuty szkoda drogich wełen. Te miękkie akryle są w zupełności wystarczające. Mam też już pomysł na kolejny koc. Nadeszły chłodne dni i w każdym pokoju przyda się coś do okrycia. I teoretycznie jeden koc mógłby służyć za wszystkie, ale skoro ma się tyle włóczek, to szkoda z nich nie skorzystać.

Zanim to jednak nastąpi, to zrelaksuję się pod nowym, cieplutkim kocykiem.

Włóczki: LANAGOLD, LANAGOLD FINE, LANAGOLD 800 i SUPERLANA KLASIK Alize,
SHETLAND Yarn Art oraz inne recyklingowe (wszystkie łączone w dwie lub więcej nitek),
druty 5 mm


środa, 25 października 2017

Piórkowy chabrowy...

... został wydziergany spontanicznie, to znaczy bez konkretnego planu. Po prostu wyciągnęłam włóczkę z pudła, zrobiłam próbkę i zaczęłam dziergać. Tyle że sam proces powstawania trwał bardzo długo, jak to przy braku czasu i cienkiej włóczce...

Fason jak zwykle, przy ciele. Ażur na rękawach podpatrzony gdzieś, ale trudno określić źródło. Włóczka to mieszanka kid moheru, merino i jedwabiu. Odrobinę podgryza, ale jest przyjemnie ciepła. Efekt jest zadowalający.



Włóczka EXCLUSIVE Gazzal - ok. 80 g
(10% kid moher, 40% 19 mic merino,50% jedwab),
druty 3,5 mm


wtorek, 17 października 2017

Wielbłąd z owcą na Giewoncie...

... i nie chodzi tu o jakieś anomalie zoologiczne... To tylko ja w zeszłą sobotę wdrapywałam się na szczyt w kominie z włóczki wielbłądziej połączonej z wełną owiec.


Pierwszy raz, od kiedy pracuję, moja szkoła zorganizowała wyjazd integracyjny z okazji Dnia Nauczyciela. Pomysł zrodził się w czerwcu, cała organizacja przebiegała teraz, ale nikt, absolutnie nikt nie mógł przewidzieć jaka pogoda zastanie nas akurat w ten weekend w Zakopanem. I okazało się, że pogoda była świetna, w sam raz do pieszych wędrówek, a kolory jesieni cieszyły oczy.




Było nas dużo, ponad 50 osób i oczywistym było, że nie każdy da radę skorzystać z tych samych atrakcji co inni. Podzieliliśmy się na grupy i ja byłam w tej grupie, która podjęła się wędrówki na Giewont pod okiem przewodnika.

Do ubrania zabrałam z sobą dziergawki "ze stażem". Niestety z nadmiaru pracy w ostatnim czasie nic nowego nie zdążyłam wydziergać. Ale z drugiej strony dobrze, bo przypomnę Wam dzisiaj komin - szyjogrzej sprzed 4 lat, który powstał z nieprodukowanej już włóczki, czego żałuję, bo jest bardzo fajna.

Komin jest ciepły, ale dzięki naturalnemu surowcowi w składzie nie zatrzymuje w sobie wilgoci, tylko ją odprowadza na zewnątrz. Dzięki temu przez cały dzień czułam się komfortowo. Kształt komina też się sprawdził, bo dopasowywał się do panujących warunków - otulał szyję lub odsłaniał ją, był łatwy w zdejmowaniu, a przy silniejszym wietrze mogłam go nawet trochę naciągnąć na głowę (bo zapomniałam czapki). I tu wtrącę, że jedną z największych zalet włóczek naturalnych jest to, że wyroby z nich nie elektryzują włosów.






Cudowne widoki mobilizowały do pokonywania trudniejszych podejść.







Na szczycie nie było zbyt dużo miejsca. Było też trochę ludzi, więc siłą rzeczy nie mam ani jednego udanego zdjęcia solo. Ale to nic, o kominie miało być...




Schodzenie było bardziej ekstremalne niż wychodzenie. Gdy tylko zeszliśmy do przełęczy, to Giewont i pobliskie inne szczyty zaczęły ginąć w chmurach.






Gdybyśmy dotarli pod szczyt godzinę później, to widzielibyśmy głównie biel. Mieliśmy dużo szczęścia z pogodą. Dosłownie wstrzeliliśmy się idealnie.

I tym akcentem kończę ten wspominkowy post. Kolejnym razem pokażę już nową dziergawkę, wciąż jeszcze dzierganą. Praca postępuje bardzo powoli, bo nitka jest cienka, ale koniec już blisko.