wtorek, 18 lutego 2020

A może by wreszcie...

... zasłonić ten schowek na odkurzacz - pomyślałam kilka dni temu.

Schowek znajduje się w korytarzu tuż przy wejściu do kuchni. Ilekroć tamtędy przechodzę, to mnie ten widok denerwuje. Wiecie jak to jest ze schowkami... Trzeba tam zmieścić dużo przydatnych i niestety niezbyt ładnych rzeczy typu: odkurzacz, akcesoria do niego, zmiotkę, szufelkę itp.



Po co się denerwować. O wiele lepiej jest myśleć: "jakie to ładne". Wyciągnęłam więc z zapasów włóczki skarpetkowe, połączyłam je z cieniowanym akrylem, kupionym kiedyś okazyjnie i wydziergałam zasłonkę.


Wybaczcie słabą jakość zdjęć. Dzień jest ponury, pomieszczenie dość ciemne, a ja nie chcę zwlekać. Na dzień dzisiejszy tak to wygląda. Myślę, że jest lepiej niż było :)


Włóczki nieznane, szydełko 4,5 mm

sobota, 1 lutego 2020

Tydzień temu...

... postanowiłam zrobić porządki w moich zapasach włóczkowych. Polegało to na przeglądaniu zawartości pudeł, segregowaniu włóczek i klasyfikacji UFOków. Tak, tak, ja też mam UFOki. Kilka z nich nadal czeka na podjęcie decyzji czy ruszyć naprzód, czy też raczej spruć. 

Wśród UFOków leżał otulacz, który wydziergałam prawie 15 lat temu. To były moje początki. Znałam już wtedy podstawy, ale moja wiedza opierała się głównie na gazetkach dziewiarskich typu: Sandra, Sabrina itp. Nie miałam wtedy jeszcze pojęcia, że można coś zszywać w niewidoczny sposób, że można dobierać oczka z brzegów tak, by łączenie było ładne. Dziergałam intuicyjnie i z włóczek, które były "pod ręką". Otulacz ten całkiem ładnie mi wyszedł, ale o ile pamiętam, miałam go na sobie może raz. W sumie to nie wiem dlaczego. Głównie chyba przez skład włóczki i jej kolor, taki  żółtawo-zielonkawy odcień ecru. Chęć dziergania wygrała wtedy z rozsądkiem :)

Minęło 15 lat, a ja popatrzyłam na pierwotną wersję otulacza i szybko podjęłam decyzję, że zrobię taki sam jeszcze raz, ale tym razem w innym odcieniu i umiejętniej. Naniosłam też kilka zmian w układzie ściegów.



Otulacz ma w obwodzie 92 cm. Główna, poprzeczna część ma 24 cm szerokości. Z brzegu dobrałam oczka na kołnierz, który ma 14 cm szerokości, co razem daje 38 cm. Oczka początkowe nabrałam prowizorycznie i potem połączyłam je z końcowymi oczkami szwem dziewiarskim t.zw. graftingiem. Wprawne oko dostrzeże łączenie, ale nie rzuca się ono w oczy tak wyraźnie jak zwykły szew, co pokażę na późniejszych zdjęciach.


Otulacz głównie ma ocieplać ramiona, niczym mini poncho, ale można go też nosić jak bardzo luźny komin.



Zobaczcie jak prezentują się obok siebie. Na poniższym zdjęciu widać naniesione zmiany w ściegach. Na kolejnym zdjęciu widać też różnice w łączeniach.



A tutaj pokazuję lewą stronę. W nowej wersji dobieranie oczek z brzegu dało łańcuszek w miejscu dobierania. W pierwotnej wersji, o ile dobrze pamiętam, kołnierz dziergałam osobno, a potem łączyłam z resztą "na okrętkę". Widać też lewą stronę zszycia. Grafting wymaga cierpliwości i wprawy, ale za to daje bardzo ładny efekt. Nie wyobrażam sobie nawet, że kiedykolwiek miałabym wrócić do sposobu zszywania, który jest widoczny w 1 wersji :)



Włóczka LIMA Drops (przerabiana podwójnie - 300 g), 
druty - nie wiem jak to możliwe, ale nie zapisałam i nie pamiętam



niedziela, 26 stycznia 2020

Floating Colors...

... to projekt, który "chodził" za mną od dawna, od roku lub nawet dłużej. 

Na początku był ścieg, który bardzo lubię i od lat wykorzystuję w wielu dziergawkach. Pamiętam jak go odkryłam, gdy dziergając jakąś tam brioszkę zadałam sobie pytanie: a co by było, gdybym użyła innej kombinacji oczek...? Potem, w jednym z niemieckich stacjonarnych sklepów ujrzałam szalik wykonany tym ściegiem. W dziewiarstwie chyba wszystko zostało już wymyślone, więc nie ma się co dziwić, ze ktoś inny też sobie to pytanie zadał. Przeszperałam Internet i nigdzie nie mogłam znaleźć nazwy ściegu, ani opisów jego wykonania. Pomyślałam więc: a może by go rozpowszechnić? Ma dużo zalet. Z daleka wygląda jak ścieg gładki, ale jest grubszy i nie zwija się zbyt mocno na brzegach. W ciekawy sposób eksponuje kolory cieniowanych włóczek. Ma też piękną teksturę na lewej stronie, przez co właściwie trudno się zdecydować na której stronie nosić wydzierganą tym ściegiem dziergawkę.

A potem pozostało tylko podjąć decyzję jaką formę nadać temu uroczemu ściegowi? Stosowałam go już w czapkach, beretach, kominach, szalikach, a nawet podjęłam próbę z rękawiczkami... No to może chusta - myślałam dalej. Tylko jaka? Może tym razem strzałka... tyle strzałek "fruwa" po sieci, a większość z nich zrobiona jest ściegiem francuskim, jakby nie było alternatywy... Usiadłam, opracowałam, wykonałam prototyp, zaprosiłam testerki do współpracy i oto jest!


Nazwałam ją "Floating Colors", co po polsku znaczy "Pływające Barwy". Nazwa ta nawiązuje do efektu kolorystycznego, jaki uzyskuje się dzięki użyciu cieniowanych włóczek. Sposób wybarwienia przędzy wręcz decyduje o tym czy chusta uzyska pofalowane pasy, czy będzie nakrapiana poszczególnymi kolorami, czy też stanie się melanżem barw. W niektórych przypadkach można odnieść wrażenie, że zastosowano wzory norweskie, ale nie! Wszystko pochodzi z jednego motka i jest efektem zastosowania właśnie tego ściegu. 





Opis wykonania jest krótki, łatwy do zapamiętania, dzięki czemu szybko staje się "telewizyjny". Chustę można wykonać z dowolnej włóczki, niezależnie od grubości czy też składu. Aby uzyskać chustę lekką i prześwitującą, należy użyć drutów grubszych niż podaje producent włóczki. Aby uzyskać zwartą dzianinę, należy użyć drutów cieńszych. 

Floating Colors wykonałam w 3 wersjach:

1 wersja: włóczka BAYA Cheval Blank (kol. Turquoise - 217 g), druty 6,5 mm, wymiary: 260 cm x 52 cm.





2 wersja: włóczka OMBRE Nako (kol. 20385 - 246 g), druty 4,5 mm, wymiary: 250 cm x 53 cm.





3 wersja: włóczka MERINO 120 COLOR Lang Yarns (kol. 11 - 214 g), druty 3,25 mm, wymiary: 220 cm x 46 cm.

I tutaj muszę wtrącić, że włóczka mnie bardzo rozczarowała. Właściwie to bardziej producent, bo włóczka sama w sobie jest piękna. Wyobraźcie sobie, że miałam do dyspozycji 5 motków o wadze 50 gramów i niestety w każdym z nich było tylko po 46 g włóczki. Jak łatwo obliczyć, zamiast 250 g, miałam tak naprawdę tylko 230 g.  Dobrze, że nauczona doświadczeniem zważyłam wszystko odpowiednio wcześnie i dzięki temu nie musiałam na siłę kupować brakującego motka. Chusta wyszła przez to trochę mniejsza, ale na całe szczęście nie jest za mała.







Opis wykonania jest dostępny na Ravelry w języku polskim i angielskim (klik). Koniecznie pooglądajcie, proszę, wersje innych testerek (klik). Każda użyła innej włóczki i innego rozmiaru drutów, uzyskując różnorodny efekt. Bardzo mi się te wersje podobają.

Wzór jest tańszy o 20% do północy 30 stycznia br.

Chwyć za kolorową włóczkę i zobacz jak popłyną jej barwy :)