... są kopią czarnych Fal.
Historia ich powstania jest taka, że jedna z moich koleżanek poprosiła, żebym zrobiła dla niej jakąś zwiewną chustę w szarościach, pasujących do jednej z posiadanych czapek. Czapka ta została zrobiona ściegiem falistym z cieniowanej i połyskującej włóczki. Uznałam więc, że ścieg ten musi się znaleźć także w bordiurze chusty.
Historia ich powstania jest taka, że jedna z moich koleżanek poprosiła, żebym zrobiła dla niej jakąś zwiewną chustę w szarościach, pasujących do jednej z posiadanych czapek. Czapka ta została zrobiona ściegiem falistym z cieniowanej i połyskującej włóczki. Uznałam więc, że ścieg ten musi się znaleźć także w bordiurze chusty.
Akurat miałam w zapasach włóczkowych jeden kolorystycznie pasujący motek, ale obawiałam się, że to za mało (niestety nie ma już możliwości dokupienia większej ilości tej włóczki). Wprawdzie chusta rozmiarowo nie musiała być okazała, ale nie lubię ryzykownego dziergania, któremu towarzyszy myśl: "skończy się, czy wystarczy...?", bo to zawsze się potem kończy bolesnym pruciem (kto pruł moher, ten wie co mam na myśli). Najbezpieczniejszym wyjściem było wykonać prototyp i na jego podstawie oszacować ilość włóczki oraz opracować wzór.
Wydobyłam z zapasów jeden z czarnych motków takiej samej włóczki, co wybrana wcześniej szara i zrobiłam wersję, którą pokazałam w poprzednim poście (taka elegancka narzutka zawsze się może przydać). Wystarczył na nią jeden cały motek i dosłownie kawalątek drugiego. Dzięki temu wiedziałam jak zrobić tę właściwą wersję i nie stresować się małą ilością włóczki.
Włóczka bez nazwy
(skład: 90% akrylu i 10% angory),
druty 5 mm

















