piątek, 2 listopada 2012

Model 21...

... z Sandry 3/2005 urzekł mnie od razu jak go tylko zobaczyłam, ale dopiero 2 lata temu postanowiłam go wyszydełkować.
Dobrałam kolory: granat i dwa odcienie turkusu. Wydziergałam te wszystkie kwadraciki i trójkąciki, połączyłam je ze sobą, dodałam frędzle... i stwierdziłam, że takie chusty jednak nie są w moim stylu. Oczywiście założyłam ją ze dwa, trzy razy, no bo żal. Chusta jest naprawdę bardzo ładna, ma wymiary: 140 x 90 cm. I szkoda, że do dziś leżała nieużywana. A dlaczego właśnie do dziś? Bo ja po dwóch latach  dopiero wpadłam na to, że przecież mojej siostrze może się spodobać. No i spodobała się...







Włóczka MERINO Inter - Fox, szydełko 4 mm 



czwartek, 1 listopada 2012

Dzierganie z serca...

... to coś co jest dla mnie synonimem pasji robótkowej, olbrzymiej przyjemności tworzenia czegoś co jest całkowicie własnym dziełem. Przerabiasz każde oczko w swoim tempie, a dookoła toczy się życie - oglądasz film, słuchasz muzyki, myślisz o różnych sprawach... Co z tego, że maszyna dziewiarska zrobiłaby podobny szalik 100 razy szybciej, a oczka byłyby idealnie równe. Co z tego, że dzisiaj trzeba robić wszystko na czas.
A jednak w ręczną robotę trzeba włożyć więcej serca i wysiłku... to trud wydziergania każdego oczka oddzielnie, nabieranie swoistego doświadczenia, a w końcu radość z gotowego wyrobu. Oczywiście nie wszystko co się wydzierga jest twarzowe, albo nie do końca wyszło tak jak się chciało, no nie czarujmy się :) Prucie też trochę boli.
Ale jakie to ma znaczenie? Trzeba robić w życiu to co się kocha, bo potem gdy patrzysz na ten swój własnoręcznie wydziergany sweterek to przypominają Ci się wszystkie zdarzenia i emocje, które miały miejsce  podczas tworzenia go. Poza tym bardziej szanujesz coś, co jest dziełem własnych rąk.
Czy da się to poczuć, dziergając maszynowo?

środa, 31 października 2012

Atak wielbłąda...

... nastąpił w sumie niedawno, t.zn. na samym początku mojej pasji drucianej - czyli w 2009 roku. Tak na marginesie dodam tylko, że wcześniej było głównie szydełko... i spora liczba serwetek. Raz porwałam się nawet na firankę, niestety nie doczekała się końca... albo raczej doczekała się końca mojej cierpliwości :) 

Tak czy inaczej 3 lata temu moim ambitnym założeniem było wydziergać Memu Ślubnemu sweter na drutach. Wyposażyłam się więc w ciepłą (ponoć wielbłądzią - metka przepadła) włóczkę i wzięłam się do roboty. Włóczka była cienka, mąż słusznej wagi i rozmiarów, do tego bardziej improwizowałam, niż opierałam się na jakimś wzorze. Wtedy to się po prostu nie mogło udać... szybko się poddałam. Skrawek swetra i resztki włóczki wylądowały w szafie.

Rok później zobaczyłam u mojej koleżanki z pracy szal, wydziergany ręcznie na szydełku przez jej mamę. To mnie zainspirowało do zrobienia sobie podobnego, ale o innym wzorze. Sprułam więc nieszczęsny sweter i oto powstał długi na 2 m i szeroki na 40 cm szal, a co!


Trochę włóczki zostało, więc pomyślałam że można by dorobić jakiś beret.




Od groma tej włóczki było, bo po zrobieniu szala i beretu nadal sporo zostało. No to machnęłam jeszcze czapkę  - sprężynkę.


Włóczka ?????, szydełko 4 mm, druty 5 mm.

I co? Minęło 2 lata a ja wciąż mam jeszcze resztki tej włóczki :)