Szukaj na tym blogu

niedziela, 29 stycznia 2017

Wełniana czapa...

... powstawała długo. Sama nie wiem do końca ile i dlaczego. 


To było chyba 2 lata temu, gdy narzuciłam na druty pierwsze oczka, zgodnie z opisem zawartym w jednej z gazetek dziewiarskich (dziś już nie pamiętam której) i po wykonaniu kilkunastu okrążeń najprawdopodobniej doszłam do wniosku, że powstająca czapka jest za duża. Odłożyłam wtedy robótkę razem z drutami do pudła i nie myślałam o niej aż do teraz.

Od kilku tygodni staram się czyścić zapasy włóczkowe i przy tej okazji postanowiłam dokończyć też rozpoczętą przed dwoma laty czapkę. Próbowałam odszukać gazetkę ze wzorem, ale niestety bez skutku. Potem doszłam do wniosku, że wcale nie potrzebuję opisu, bo wystarczy kontynuować rozpoczęte ściegi i w odpowiednim momencie zredukować liczbę oczek na czubku.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam i właściwie nie powinno mnie dziwić, że w ten sposób podjęte działania nie zmieniły obwodu "za dużej" czapki. Ale to nic. Efekt końcowy bardzo mi się podoba. Jak nie będzie noszalny, to najwyżej przerobię czapę na szyjogrzej.



Włóczka ESKIMO Drops (100% wełny, kol. 46),
druty 9 mm oraz na pewno jakieś mniejsze w ściągaczu





4 komentarze:

  1. Śliczna grubaska :) Spróbuj ją parę razy założyć i wtedy podejmij decyzję - co dalej z nią zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Grubasek całkiem całkiem wyszedł! :) Może obrobić półsłupkami na szydełku brzeg gubiąc co jakiś czas oczka, ja czasem tak zmniejszam obwód czapek :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim zdaniem jest bardzo noszalna:) Śliczna czapka.
    Pozdrowienia!:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdyby mi było dobrze w czapkach to też bym sobie kilka zrobiła.

    OdpowiedzUsuń