Szukaj na tym blogu

wtorek, 17 lutego 2015

Kardigan z zawiłą historią...

... to powrót do starego, dobrego raglanu (lub reglanu - obie nazwy są w użyciu). Stęskniłam się już za nim... Postanowiłam na razie odstawić na bok metodę na C, czy też poprzeczne dzierganie i zrobić coś, co jest dla mnie łatwe, wręcz intuicyjne. 




Zainspirowałam się moją siostrą, ale od początku...

... Na początku stycznia przyjechała do mnie moja siostra Agnieszka (mieszkająca na drugim końcu Polski - w Zielonej Górze). Aga jest typem rękodzielniczki (podobnie jak ja), która przez większość życia w wolnych chwilach tworzyła obrazki krzyżykowe, potem sięgnęła po szydełko i wydziergała kilka przepięknych pledów, a niedawno chwyciła za druty, by stać się posiadaczką dużej ilości szalików :-)

Jedno z naszych wspólnych wyjść "na sklepy" zaowocowało półkilogramową ilością włóczki, z której aż chciało się zrobić sweter. To była świetna okazja do nauki nowej dla niej techniki, jaką jest raglan od góry. Akurat trwała jeszcze przerwa świąteczna, co bardzo sprzyja cierpliwości, więc z łatwością weszłam w rolę nauczyciela (czułam się jak ryba w wodzie). Krok po kroku przeprowadziłam Agę przez tajniki obliczania oczek, tworzenia raglanu i nawet dziergania rękawów na okrągło za pomocą magic loop'a... Super, nic tak nie uskrzydla nauczyciela jak sukces pedagogiczny ;-)

Gdy Agnieszka wyjechała, postanowiłam też sobie zrobić kardigan oparty na raglanie. Wymyśliłam, że zrobię szeroką, kołnierzową plisę i z niej nabiorę oczka na plecy i rękawy, na przodach natomiast będę stopniowo w trakcie postępowania robótki dodawać oczka, by utworzył się skos.






Niestety od początku ciągle coś mi nie wychodziło. Już dawno nie przeżyłam czegoś takiego, by podczas dziergania tyle razy pruć z powodu jakiegoś głupiego, wciąż powracającego przeoczenia. Chyba wyłączyłam myślenie... jednak dobrnęłam jakoś do pach, a potem zrobiłam jeden rękaw i zarzuciłam robótkę w kąt, zajmując się innymi bardziej kolorowymi dziergawkami. Stało się tak też może dlatego, że nie miałam pomysłu na dalszy kształt swetra. Nie byłam zdecydowana czy robić wcięcia, zaszewki, dziurki na guziki, czy pozostawić luźną formę, taką jaka dominuje ostatnio u mnie.

Wyjeżdżając na urlop zapakowałam sweter do torby i miałam w głowie głębokie przekonanie, że wrócę z gotowym udziergiem. Niestety niechęć do dalszych obliczeń i kompletny brak pomysłów na fason spowodowały, że kardigan przeleżał jeszcze parę dni. Pod koniec urlopu, gdy już ukończyłam inne planowane dziergawki postanowiłam zmierzyć się z "problemem". Kupiłam sobie nawet guziki w ilości "na oko". Ilość "na oko" ma to do siebie, że trzeba później kombinować jak ją zastosować.




Szeroka plisa wymusiła na mnie zastosowanie dwóch rzędów guzików (akurat miałam ich 8), nie chciałam jednak robić 8 dziurek. Postanowiłam zrobić tylko cztery w głębi plisy, a przy jej brzegu zrobić tylko imitację - przyszyć pozostałe guziki. Rzeczywistość pokazała, że takie rozwiązanie się nie sprawdza, bo brzegi kardiganu przy takim upięciu zaczynają fruwać. Musiałam więc doszyć zatrzaski. Ale generalnie podoba mi się pomysł z guzikami na obu plisach.






Melanżowa włóczka nie wymaga skomplikowanych wzorów, ale że nie chciałam też zrobić całkiem gładkiego swetra, to dodałam na plecach pas ściegu francuskiego, który nawiązuje swą formą do plisy.




Wraz z guzikami pojawiła się u mnie koncepcja na kształtowanie kardiganu. Zrobiłam zaszewki na plecach, w talii i biodrach. Pod biustem zredukowałam oczka (w celu podkreślenia krągłości) i dodałam cienki pas ściegu francuskiego (dla optycznego podkreślenia "góry").







Podsumowując tę zawiłą opowieść...

... myślę, że raglan od góry wciąż urzeka mnie swoją prostotą i wciąż będę do niego wracać. Kolejnym plusem jest delikatna w dotyku włóczka. Jednocześnie minusem jest jej kolorystyka, lub raczej efekt ręcznego farbowania. Zakupy przez internet niestety mają tę wadę, że nie decyduje się samemu o doborze właściwych motków i w tym przypadku jeden precelek kolorystycznie wyraźnie odbiegał od trzech pozostałych. Pomimo tego, że starałam się te motki "wymieniać" co dwa rzędy w tułowiu, to i tak widać różnicę.

Ostatecznie coś wyszło z tych zawiłych perypetii. To coś jest ciepłe, jest miękkie, jest przytulne, zobaczymy z czasem czy jest też praktyczne.


Włóczka RIOS Malabrigo (kolor: playa),
druty 4,5 mm



9 komentarzy:

  1. To coś jest również piękne w całej swojej prostocie. Znakomity sweterek. Gorąco pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudny sweterek i właścicielka!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ochchchchchch, jakże mi miło, ze o mnie wspomniałaś :) ale przyznaj, zdolna ze mnie uczennica :) Z mojej strony życzę wszystkim uczniom, aby z ich sukcesów w nauce, ich nauczyciele tak się cieszyli jak moja Renia z moich postępów (to było niesamowite, uwierzcie). A ten styczniowy wspólny czas przeminą naprawdę zbyt szybko. Powyższy sweterk bardzo ładny i świetnie dopasowany :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow! Bardzo, bardzo ładny sweterek :D
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne detale - oryginalny tył, świetne dopasowanie , elegancka plisa o guzikach nie wspomnę. Kolor rewelacyjny, mi nie przeszkadza zupełnie różnica w kolorze, wręcz wygląda to na zamierzony efekt:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Reniu - piękny!!! Nadal "nie ogarniam", jak Ty robisz sweter od plisy, trudno - zapytam na spotkaniu :) Sala już zarezerwowana, jutro rozsyłam maile :)
    Do zobaczenia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jaki piękny sweterek, a Rios jaki cudny:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sweterek wyszedł śliczny! Może było trochę "perypetii" po drodze, ale zdecydowanie było warto!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Wyglądasz w tym swetrze absolutnie fantastycznie! Coś pięknego!

    OdpowiedzUsuń