... powstało pod wpływem impulsu w momencie oczekiwania na przesyłkę z alpaką do kolejnego swetra. Odczuwałam potrzebę wydziergania czegoś w soczystych kolorach i akurat miałam w zapasach dwa motki idealnie nadającej się do tego mieszanki bawełny z akrylem. Najciekawsze jest to, że w momencie nabierania oczek na próbkę byłam przekonana, że zaprojektuję sweter, a dziergając drugi rząd, byłam już po podjęciu decyzji, że to będzie jednak ponczo...
Na całej powierzchni zastosowałam prosty ażurek, z narzutami co czwarty rząd, a wszelkie cieniowania pochodzą "z motka".
Ponczo składa się z dwóch prostokątów, które zostały połączone ze sobą
prawie bezszwowo, a dokładniej rzecz ujmując, jedno łączenie powstało
poprzez nabranie oczek z brzegu, a drugie przy pomocy szwu
dziewiarskiego.
W podobny sposób tworzyłam poprzednie poncza tego typu, tutaj jednak postanowiłam dodatkowo zrobić głębszy dekolt z przodu. Uzyskałam ten efekt najpierw poprzez odejmowanie, a później poprzez dodawanie oczek przy plisie dekoltu.
Pogłębiony dekolt najlepiej widać kiedy ogony poncza są po bokach. Taką formę lubię najbardziej.
Oczywiście można nosić wdzianko także w sposób tradycyjny, który w tej wersji pokazuje lekką asymetrię, powstałą na skutek pogłębienia dekoltu.
Nie mogło zabraknąć także zdjęcia z wersją zamotaną.
I na koniec zdjęcia ze mną i innym, nietypowym wariantem noszenia. Skoro ponczo powstało pod wpływem impulsu, to nie mogłam zlekceważyć równie impulsywnego pomysłu spięcia jego ogonów. Spięcia są na razie prowizoryczne (użyłam markerów - agrafek), później zamienię je na guziki lub sznureczki. Chodziło mi o efekt luźnej narzutki - bluzeczki. Pochodziłam w tym chwilę i przyznam się nieskromnie, że to nie był głupi pomysł. Spodobało mi się... i to bardzo.
Włóczka COTTON GOLD Alize (kol. 3299),
druty 3,5 mm