wtorek, 3 marca 2015

Dziergawka przemysko - rzeszowska...

... to "Krople na pajęczynie" (prototyp można zobaczyć TUTAJ), które zrobiłam dla koleżanki z włóczki, którą dostała jakiś czas temu od swojej mamy, żebym ja zrobiła z niej "coś".

Długo nie mogłam wymyślić co z tej włóczki zrobić, aż w końcu uznałam, że "Krople..." będą najlepszym pomysłem. Zaczęłam ten projekt już chyba miesiąc temu, ale po kilku rządkach odstawiłam robótkę i teraz nadarzyła się okazja, by ją dokończyć.






Okazją był mój wyjazd na spotkanie dziewiarskie do Rzeszowa, zorganizowane przez Asię. Postanowiłam jechać pociągiem. Raz, że taniej, a dwa, że dzięki temu miałam dodatkowe 1,5 godziny (w jedną stronę) na dzierganie. I tym sposobem, przychodząc na spotkanie miałam już pół chusty za sobą :)






 

Zdjęć jest dużo więcej, można je zobaczyć m.in. u Justynki. Takie spotkania są bardzo inspirujące, ponieważ pomimo różnicy wieku i miejsc zamieszkania łączy nas miłość do włóczek. Poznajemy siebie, ale też możemy się od siebie uczyć.

Na spotkaniu każda coś dziergała. Ja kontynuowałam moją kropelkową chustę. Potem rozstałyśmy się lecz ja dziergałam dalej, w pociągu i tuż przed Przemyślem chusta była skończona.









Nigdy wcześniej nie dziergałam z tej włóczki i nie wiedziałam jak chusta będzie się układać po praniu. Jednak blokowanie przebiegło bezproblemowo, oczka się otworzyły, brzegi trzymają kształt, no po prostu super.






Włóczka MOHEREK Anilux,
druty 7 mm


niedziela, 1 marca 2015

Czerwone warkocze z Telemannem w tle...

... dziergały się bardzo przyjemnie.





Georg Philipp Telemann, niemiecki kompozytor z epoki baroku napisał wiele wartościowych technicznie i wyrazowo utworów, z których część jest zadawana w mojej szkole jako materiał obowiązkowy do nauki gry. I właśnie teraz większość moich uczniów intensywnie przygotowuje utwory wspomnianego kompozytora na konkurs, który ma się odbyć w marcu. Przy tak intensywnej, codziennej dawce do odsłuchania na lekcjach i wspólnych ćwiczeniach z uczniami, nie ma się co dziwić, że barokowe dźwięki płyną w mojej głowie prawie non stop. Ale ja lubię Telemanna do tego stopnia, że nie przeszkadza mi nawet dzierganie po pracy z jego muzyką w tle, płynącą z odtwarzacza.

Właśnie w takim klimacie powstał kolejny czerwony komplet. Jest on bardzo podobny do TEGO kompletu, ale tym razem komin jest szerszy na dole, by mógł jeszcze bardziej okrywać ramiona.






Całości dopełniają rękawiczki i czapka.






 Włóczka AZTECA Katia,
druty 5,5 mm, 3,5 mm (ściągacze)
oraz 4,5 (rękawiczki)






piątek, 27 lutego 2015

Dwustronna klawiatura...

...  powstała dla koleżanki - pianistki. Ta początkowo robocza nazwa przylgnęła do projektu, choć prawdę mówiąc motyw kolorystyczny nie odwzorowuje prawdziwej klawiatury, a nawet w światku dziewiarskim bardziej może się kojarzyć ze słynną "Inspirą".




Komin jest dwustronny. Uzyskałam taki efekt dzięki zastosowaniu metody Double Knitting.








Do komina dopasowana jest czapka i mitenki.










Całość jest kombinacją nitek pojedynczych i podwójnych. Powiem szczerze - włożyłam w ten projekt dużo serca, ale to była mozolna praca, wypełniona powolnym szukaniem najlepszych rozwiązań i zmaganiem się z nieużywaną do tej pory techniką. Przychodziły momenty zwątpienia i zmęczenia, ale udało mi się wytrwać i jestem bardzo zadowolona z efektu. Mam nadzieję, że koleżanka również :-)


Włóczka BIG MERINO Drops oraz ALASKA Drops,
druty 4,5 mm (w powiększonym dżerseju, podwójna nitka)
oraz 3,5 mm (w klawiaturze)




poniedziałek, 23 lutego 2015

Nymphalidea dwunasta...

... jest jednocześnie pierwszą, wydzierganą w tym roku. Robiła się długo, bo aż ponad miesiąc, ale to dlatego, że w międzyczasie skupiałam się na innych rzeczach, a Nymphalidea miała być poniekąd odskocznią, do której wracałam w wolnych chwilach, najczęściej podczas spotkań towarzyskich.






Cieniowaną włóczkę kupiłam półtora roku temu podczas pobytu w Paderborn w Niemczech (wspominałam o tym TUTAJ). Jeden 50 g moteczek kolorowej wełenki, niedostępnej jeszcze wtedy w Polsce, cieszył moje oczy równie mocno co prowokował do pytań typu: "do czego go użyć?" Jeden motek to zbyt mało do zrobienia czegokolwiek innego niż mitenki, których akurat w tym kolorze nie chciałam. Odpowiedź przyszła wraz z pojawieniem się na ravelry projektu chusty Nymphalidea.




Jak wiadomo już (a świadczy o tym to, że to już dwunasta wersja motylego skrzydła), jestem zakochana w tym projekcie. Bardzo lubię tworzyć nowe wersje kolorystyczne w oparciu o ten schemat i wydobywać w ten sposób piękno cieniowanych włóczek.








Oczywiście myślałby ktoś, że tym razem szukanie połączenia dwóch włóczek (cieniowanej i jednolitej) było proste. Otóż nie! Trochę czasu to zajęło. W końcu jest to Nymphalidea dwunasta...





 
Włóczka MILLE COLORI BABY Lang Yarns
oraz BABYALPACA SILK Drops,
druty 4 mm




czwartek, 19 lutego 2015

Hiszpańska czerwień raz jeszcze...

... zeszła z mych drutów w postaci  czapki, komina - szyjogrzeja i rękawiczek. Sam projekt to nic nowego, ponieważ w tym sezonie zrobiłam dużo dziergawek tego typu, a i tak to jeszcze nie koniec... :)

















Włóczka AZTECA Katia,
druty 5,5 mm oraz 3,5 mm (ściągacze),
4,5 mm (rękawiczki)



wtorek, 17 lutego 2015

Kardigan z zawiłą historią...

... to powrót do starego, dobrego raglanu (lub reglanu - obie nazwy są w użyciu). Stęskniłam się już za nim... Postanowiłam na razie odstawić na bok metodę na C, czy też poprzeczne dzierganie i zrobić coś, co jest dla mnie łatwe, wręcz intuicyjne. 




Zainspirowałam się moją siostrą, ale od początku...

... Na początku stycznia przyjechała do mnie moja siostra Agnieszka (mieszkająca na drugim końcu Polski - w Zielonej Górze). Aga jest typem rękodzielniczki (podobnie jak ja), która przez większość życia w wolnych chwilach tworzyła obrazki krzyżykowe, potem sięgnęła po szydełko i wydziergała kilka przepięknych pledów, a niedawno chwyciła za druty, by stać się posiadaczką dużej ilości szalików :-)

Jedno z naszych wspólnych wyjść "na sklepy" zaowocowało półkilogramową ilością włóczki, z której aż chciało się zrobić sweter. To była świetna okazja do nauki nowej dla niej techniki, jaką jest raglan od góry. Akurat trwała jeszcze przerwa świąteczna, co bardzo sprzyja cierpliwości, więc z łatwością weszłam w rolę nauczyciela (czułam się jak ryba w wodzie). Krok po kroku przeprowadziłam Agę przez tajniki obliczania oczek, tworzenia raglanu i nawet dziergania rękawów na okrągło za pomocą magic loop'a... Super, nic tak nie uskrzydla nauczyciela jak sukces pedagogiczny ;-)

Gdy Agnieszka wyjechała, postanowiłam też sobie zrobić kardigan oparty na raglanie. Wymyśliłam, że zrobię szeroką, kołnierzową plisę i z niej nabiorę oczka na plecy i rękawy, na przodach natomiast będę stopniowo w trakcie postępowania robótki dodawać oczka, by utworzył się skos.






Niestety od początku ciągle coś mi nie wychodziło. Już dawno nie przeżyłam czegoś takiego, by podczas dziergania tyle razy pruć z powodu jakiegoś głupiego, wciąż powracającego przeoczenia. Chyba wyłączyłam myślenie... jednak dobrnęłam jakoś do pach, a potem zrobiłam jeden rękaw i zarzuciłam robótkę w kąt, zajmując się innymi bardziej kolorowymi dziergawkami. Stało się tak też może dlatego, że nie miałam pomysłu na dalszy kształt swetra. Nie byłam zdecydowana czy robić wcięcia, zaszewki, dziurki na guziki, czy pozostawić luźną formę, taką jaka dominuje ostatnio u mnie.

Wyjeżdżając na urlop zapakowałam sweter do torby i miałam w głowie głębokie przekonanie, że wrócę z gotowym udziergiem. Niestety niechęć do dalszych obliczeń i kompletny brak pomysłów na fason spowodowały, że kardigan przeleżał jeszcze parę dni. Pod koniec urlopu, gdy już ukończyłam inne planowane dziergawki postanowiłam zmierzyć się z "problemem". Kupiłam sobie nawet guziki w ilości "na oko". Ilość "na oko" ma to do siebie, że trzeba później kombinować jak ją zastosować.




Szeroka plisa wymusiła na mnie zastosowanie dwóch rzędów guzików (akurat miałam ich 8), nie chciałam jednak robić 8 dziurek. Postanowiłam zrobić tylko cztery w głębi plisy, a przy jej brzegu zrobić tylko imitację - przyszyć pozostałe guziki. Rzeczywistość pokazała, że takie rozwiązanie się nie sprawdza, bo brzegi kardiganu przy takim upięciu zaczynają fruwać. Musiałam więc doszyć zatrzaski. Ale generalnie podoba mi się pomysł z guzikami na obu plisach.






Melanżowa włóczka nie wymaga skomplikowanych wzorów, ale że nie chciałam też zrobić całkiem gładkiego swetra, to dodałam na plecach pas ściegu francuskiego, który nawiązuje swą formą do plisy.




Wraz z guzikami pojawiła się u mnie koncepcja na kształtowanie kardiganu. Zrobiłam zaszewki na plecach, w talii i biodrach. Pod biustem zredukowałam oczka (w celu podkreślenia krągłości) i dodałam cienki pas ściegu francuskiego (dla optycznego podkreślenia "góry").







Podsumowując tę zawiłą opowieść...

... myślę, że raglan od góry wciąż urzeka mnie swoją prostotą i wciąż będę do niego wracać. Kolejnym plusem jest delikatna w dotyku włóczka. Jednocześnie minusem jest jej kolorystyka, lub raczej efekt ręcznego farbowania. Zakupy przez internet niestety mają tę wadę, że nie decyduje się samemu o doborze właściwych motków i w tym przypadku jeden precelek kolorystycznie wyraźnie odbiegał od trzech pozostałych. Pomimo tego, że starałam się te motki "wymieniać" co dwa rzędy w tułowiu, to i tak widać różnicę.

Ostatecznie coś wyszło z tych zawiłych perypetii. To coś jest ciepłe, jest miękkie, jest przytulne, zobaczymy z czasem czy jest też praktyczne.


Włóczka RIOS Malabrigo (kolor: playa),
druty 4,5 mm



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...