środa, 23 lipca 2014

Koronkowe Skrzydła...

... powstały w przerwie między bardziej zawiłymi i większymi projektami. Chustę wykonałam z włóczki bambusowej, która jest miękka, lejąca i fajnie się blokuje. Nie grzeje lecz chłodzi, przez co jest świetna na lato. Do tego oczywiście nic a nic nie gryzie.












Wzór wymyśliłam sama, wykorzystując jeden ze ściegów "gazetkowych", przerabiając go trochę na własną modłę :)





To kolejny projekt, w którym miałam wątpliwości w trakcie dziergania, zastanawiając się czy dobrze wszystko obmyśliłam i kolejny raz przekonałam się, że nie można się poddawać w trakcie tylko trzeba poczekać na końcowy efekt. W ostateczności przecież nabiera się doświadczenia, nawet gdy trzeba będzie pruć. Z takim nastawieniem prucie jest łatwiejsze. Tym razem głęboko wierzyłam, że prucia jednak nie będzie... i nie było :)

Skrzydła nazwę swą wzięły od kształtu chusty. Możemy się w nim dopatrzeć zarysu tułowia i dwóch skrzydeł. Zresztą nazwę tę nosi projekt Dropsa, na którym nauczyłam się taki kształt tworzyć.




Szal wyszedł większy niż się spodziewałam, dlatego jeszcze nie wiem czy go sobie zostawię czy komuś oddam.


Włóczka BAMBOO FINE Alize (1 cały motek), 
druty 3,5 mm

wtorek, 22 lipca 2014

Dzierganie z widokiem...

... na Przemyśl przydarzyło mi się dziś bardzo spontanicznie.

To była taka podróż sentymentalna. Choć punkt widokowy mieści się jakiś kilometr od mojego domu, to rzadko tam bywam. Kiedyś często jeździłam na rowerze i to miejsce było stałym punktem mojej trasy. Wtedy nie było jeszcze ławeczek i chodników. Kładłam rower na trawie, a sama siadałam po prostu przy drodze i patrząc w dal, oddawałam się myślom... 





Miasto z tej perspektywy niestety nie pokazuje całego swojego piękna, bo widzimy tutaj tylko jego nowszą część wraz z doliną Sanu. Najbardziej klimatyczna i urokliwa jest stara część Przemyśla, tutaj widoczna tylko w postaci wieżyczek kościelnych i dachów domów, bowiem zbudowana jest ona na wzgórzu, na którego szczycie jest ten właśnie punkt widokowy.




Dziś, wracając z zakupów, spontanicznie pojechałam "na przekaźnik" (w punkcie widokowym mieści się bardzo wysoki przekaźnik telewizyjny, widoczny prawie z każdego miejsca w mieście). Oczywiście, jak przystało na zdrowo szurniętą dziewiarkę, robótkę miałam "na wszelki wypadek" przy sobie. Czego chcieć więcej? 

Zainstalowałam się na jednej z ławeczek i w ciszy, spokoju, z dala od zgiełku miasta dziergałam nową chuścinkę. Wybaczcie krzywą perspektywę i śmietnik z latarnią na drugim planie, ale to zdjęcie z samowyzwalacza, gdzie jedynym sensownym statywem był inny pochyły śmietnik...




Dziś na tej ławeczce obudziły się we mnie wspomnienia i zapadła decyzja, by znów wsiąść na rower i częściej odwiedzać to miejsce... oczywiście z robótką w bagażniku :) 


poniedziałek, 21 lipca 2014

Koronkowy Sen...

... upatrzyłam sobie w najnowszej Sandrze Specjalnej (nr 2/2014). Tak mnie ten szal zachwycił, że postanowiłam wydziergać sobie podobny. Trochę zmodyfikowałam na szerokość kolejność ściegów, wrzuciłam cieniutką Lace Dropsa na druty i półtora tygodnia później powstał Koronkowy Sen w czerwieni.






Szal nosi nazwę Koronkowy Sen, ale moja wersja bardziej kojarzy mi się z płomiennymi liśćmi.






Szal jest leciutki i lejący, dzięki czemu fajnie się prezentuje, gdy się go luźno zarzuci na ramiona, ale można go dowolnie układać. Ma 35 cm szerokości i 180 cm długości.








Włóczka LACE Drops (dokładnie pół motka),
druty 4 mm


Podczas tworzenia szala miałam trochę rozterek... Na początku ścieg wydawał mi się trochę skomplikowany i musiałam oznaczenia gazetkowe przełożyć na swój język, robiąc dość sporą próbkę.

Szczerze mówiąc bardzo mi doskwierają nieczytelne opisy przerabiania dwóch oczek w jedno. Niewiadomo które są pochylone w prawo, które w lewo. Podobnie jest, gdy z trzech oczek robi się jedno, niewiadomo które z nich powinno być na wierzchu. Mam wrażenie, że albo w tej kwestii polski język mocno kuleje, albo tłumaczenia wzorów są byle jakie...

Ale żeby nie było... zajrzałam do książek dziewiarskich, których mam w domu kilka i teoretycznie wszystkie te problematyczne określenia są w nich w miarę przejrzyście zobrazowane. I wyszło na to, że niezły freestyle dziewiarski uprawiam, bo moje spuszczanie oczek (które pomimo freestylu zawsze dobrze dopasowuję do stosowanego ściegu), nijak się ma do teorii książkowej. Nie wiem jak ja to robię, ale moje oczka układają się w inną stronę niż to pokazują obrazki we wszystkich posiadanych przeze mnie książkach. Stąd cały problem kierunków. Czy tylko ja jestem takim dziwolągiem, czy jest nas więcej?

Biorąc pod uwagę to, że w obecnej dobie nowoczesnego dziewiarstwa, gdzie oprócz dostępu do świetnych włóczek i wysokiej jakości akcesoriów do robótek, dzierganie "bez zszywania" czy też "na okrągło" na drutach z żyłką jest już na porządku dziennym (przynajmniej u mnie). Oczka przerabiane w rzędach inaczej się układają niż przy przerabianiu w okrążeniach. W takiej sytuacji książkowe wskazówki o przekręcaniu, zdejmowaniu czy przekładaniu oczek mijają się z rzeczywistością, są niewystarczające! Prawda?

Teraz pozostaje nauczyć się na pamięć rodzajów spuszczania oczek i starać się dopasowywać je do sytuacji, ściegu i sposobu przerabiania... czyli dalej bałagan...

...I pomyśleć, że określenia: "2 o.p. przer. razem tak, by drugie leżało na pierwszym", "3 o.p. przer. razem tak, by środkowe było na wierzchu" byłyby czytelniejsze i bardziej uniwersalne.


środa, 9 lipca 2014

Butki Ażurki...

... wykonałam na wzór TYCH bucików, żeby dobrze zapamiętać jak się je robi. Mam tak czasem, że jak nie zapiszę sposobu dziergania, to potem mam problem z jego odtworzeniem. Teraz już nie będę mieć...

Ta wersja Ażurków ma sznureczek w jasnofioletowym kolorze i nie ma kwiatków.





Butki nie były przeznaczone dla żadnego konkretnego dziecka, więc jeśli ktoś jest chętny to je odstąpię. Będą pasować na stópkę noworodka, mają 8,5 cm długości.


Włóczka SUNNY Alize oraz BAHAR Alize (sznureczek)
szydełko 2,5 mm




niedziela, 6 lipca 2014

Jadzia...

... otrzymała imię po prababci, ma dwa miesiące i jest siostrzenicą mojego Marcina. W prezencie na chrzciny wydziergałam jej skarpetki z datą urodzin i datą chrzcin oraz czapeczkę z imieniem. 

Mamy teraz pełnię lata, więc dziergawki te musiały być odpowiednio duże, by pasowały na najbliższą jesień. Niestety chyba za bardzo się rozpędziłam i wyszły naprawdę spore. Obawiam się nawet, że będą dobre dopiero za rok... Postanowiłam jednak się tym nie przejmować, bo lepiej że są za duże niż za małe...



Czapeczkę dziergałam od czubka głowy w stronę brzegu. Bardzo mi się ta metoda spodobała, bo na bieżąco można kontrolować głębokość czapki.

Skarpetki wydziergałam metodą spiralną po to, by rosły razem ze stópką dziecka. Oj, będą rosły chyba ze 3 lata... Na razie są za duże nawet na lalkę - modelkę :)










Włóczka BABY MERINO Drops, druty 2,75 mm




piątek, 4 lipca 2014

Ażurki na stópki...

... powstały dla Jadzi - dwumiesięcznej siostrzenicy mojego męża jako uzupełnienie kompletu szydełkowego na chrzciny. Komplet wykonał ktoś inny, ale niestety buciki były za duże o 3 cm i nijak się nie dało ich ścisnąć lub związać. Na prośbę szwagierki wykonałam więc swoją wersję.




Buciki w całości są białe, ścieg nawiązuje do sukienki i bolerka, na których są też kwiatki z perełkami. I choć całość jest biała to te ozdobne elementy są dość widoczne.






Włóczka BABY WOOL Alize, szydełko 2,5 mm


To moje pierwsze szydełkowe buciki niemowlęce. Od dawna chciałam takie zrobić, ale wciąż nie było okazji. Cieszę się, że teraz się to udało. Pozostaje już tylko tworzyć kolejne, bawiąc się przy tym różnymi kolorami.








czwartek, 26 czerwca 2014

Improwizacja na sześć...

... nie jest związana z muzyką i oceną, lecz jest krótką charakterystyką mojej ostatniej chusto - narzutki. Postanowiłam zrobić ją z resztki włóczki, pozostałej po TYM kominie. Nie jestem z niej zadowolona i podczas dziergania cały czas byłam o krok od prucia. Nie zrobiłam tego jednak bo chciałam zobaczyć czy w efekcie końcowym będzie tragedia, czy jednak coś fajnego...

Piszę to po to, by pokazać, że nie każda twórczość wychodzi tak jakby się chciało oraz że te mniej udane udziergi też się mogą komuś podobać, bo przecież "nie to ładne co ładne, lecz to co się komu podoba".




Improwizację postanowiłam wydziergać od górnego środka w stronę dolnego brzegu o zaokrąglonym kształcie. Wymyśliłam sobie, że wyznaczę sześć miejsc, w których będę dodawać po jednym oczku w co czwartym rzędzie. Przy ostatniej narzutce Expres plus Ząbki to się sprawdziło. Taaa... tylko w tamtej była inna włóczka, dziurki powstałe z narzutów i ścieg francuski, a w tej dżersej i oczka przekręcane w miejscach narzutów. W efekcie powstawał kształt, którego ramiona nie chciały utworzyć linii prostej, tak jakby brakowało jednego klina w szerokości. Teraz wiem, że powinno być ich siedem, a nie sześć...




Od początku miałam w planach ozdobny, ażurowy brzeg. Jaki? Wyobraźnia podsunęła konkretny pomysł dopiero gdzieś w połowie części gładkiej. Pomysł opierał się na TYM Dropsie. Jak przyszło do przeliczania oczek, to sprawa się skomplikowała... No ale przecież nie będę pruć, w zaparte szłam dalej.

Udało się przeliczyć motyw na ilość oczek, którą jeszcze powinnam dodziergać. Dzieci uczcie się matematyki!!! Nigdy nie wiadomo, kiedy was dopadnie :) 

Motywów wyszło 7 na szerokość... sześć klinów i potem siedem motywów... ale połączenie... Ścieg gładki jednak gubi te kliny, przez co efekt jest w sumie niezły.




Gdy narzutka zeszła z drutów doszłam do wniosku, że siedem motywów to zdecydowanie za mało, powinny być mniejsze i przez to może wyszłoby ich więcej. Namoczyłam chustę i zaczęłam ją upinać. Udało się uzyskać linię prostą na dwóch brzegach, ale te fale... pomyślałam, że naciągnę je w szpice.




Szpice leżakowały dobę, ale że włóczka składa się głównie z akrylu, to nie było szans, by trzymały one fason cały czas. Ledwo wyjęłam szpilki, a imponujące szpice przerodziły się w nędzne "wykałaczki". Wyglądało to, jakby ktoś zaczepił się chustą o gwoździa... siedem razy... każdy raz w innym miejscu. Nie było bata, trzeba było blokować jeszcze raz. Tym razem poszłam po rozum do głowy i naciągnęłam oczka stosownie do wzoru i teraz było już dobrze. Pomogłam sobie drutami do blokowania, bo zabrakło mi szpilek do tych wszystkich brzegowych dziurek.




Takie naturalne upięcie ściegów spowodowało, że kształt się trzyma i narzutka jest po prostu ładna. Na tyle ładna, że moja mama ją sobie najzwyczajniej w świecie zabrała :)






Włóczka ANGORA GOLD Alize, druty 5 mm (chyba)